czwartek, 29 stycznia 2015

To najgorszy miesiąc ever

No więc Kochanie odkąd wyjechałeś jakoś tak nie wiedzieć czemu wszystko się perfekcyjnie pieprzy. O brakującej w studni wodzie wiesz już. Sytuacja nadal bez zmian. Kolega strażak obiecał poszukać kotków w studni, może po tej akcji trochę wody przybędzie ;)
Do powyższej beznadziejnej sytuacji doszła kolejna, równie fascynująca - mianowicie niedrożna kanalizacja. Jakiś cholerstwo utknęło gdzieś w rurze, w nieznanym nam do tej pory miejscu. Dodam, że kibelek był demontowany i majster łysy sprawdzał megadługą sprężyną w celu odetkania. Następnie dmuchał w wężyk i stwierdził, że już powinno być ok. Taaaaaa jaaaaaaaaaaasne. Nie jest ok. Bo kuchnię nam zalewa. Przez ten niedrożny odpływ. O ironio!!! Wody nie ma a kuchnię nam zalewa!!! Idzie zwariować.
Jakby tego było mało cosik stało się z prądem :) znaczy się brakuje go w miejscu, gdzie trzymamy węgiel. No i światełko tam nie działa. Ni cholery nie da się wydobyć węgla. Więc kupiłam 2 worki i na razie jakoś sobie radzę. Może majster łysy zobaczy w sobotę co z tym prądem.
No i tak na koniec chyba (mam nadzieję, że to już koniec) mam zapalenie zęba. Czy coś w tym rodzaju. No w każdym bądź razie przez dwa dni bolał niemiłosiernie, aż do wczoraj. Już prawie nie boli :D Za to gęba mi spuchła koszmarnie. No w sumie nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Brat mi powiedział, że wyglądam jak Brad Pitt:) Faktycznie mam tak szeroką szczękę teraz ale tylko z jednej strony


Osobiście jednak uważam, że przypominam Selenę Gomez. Też szeroka szczęka, tylko bardziej kobieca :)


Tak czy siak mogę być celebrytką. Dobrze, że jeszcze umiem śmiać się z tych moich nieszczęść. Wiem, że są tacy co mają gorzej ode mnie. Ale do jasnej też ci, którzy mają znacznie lepiej niż ja. I ja też chcę mieć w końcu dobrze. Czy to tak wiele? Kochanie powiedz mi, czy nasza rodzina nie zasługuje na życie na normalnym poziomie? Ja nie chcę jachtów, willi i mega wypasionych samochodów. Chcę mieć wodę. Chcę iść normalnie zrobić siusiu bez obawy, że mi kuchnię zaleje. I chcę mieć pieniądze na to, by iść do dentysty zaleczyć zęby i nie cierpieć.
Ps. Kocham Cię Kochanie i tęsknie :*

środa, 21 stycznia 2015

Trudy rozłąki, czyli kłótnie na odległość

Ja wiem, że tęsknimy. Wiem, że każde z nas na swój sposób stara się zmagać z tą sytuacją. Wiem też, że rzuciłeś palenie i jesteś drażliwy. Ale na litość boską nie warcz na mnie!!! Mów, że kochasz. Mów, że tęsknisz. Mów, że wszystko będzie dobrze. Te słowa są jak plastry na moje rany. Zabrakło w studni wody. Niepłacone rachunki i raty kredytów piętrzą się. Gaz się skończył i w domu i w samochodzie. Zmagam się z tym sama. I mówiąc ci o tym nie oczekuję natychmiastowych rozwiązań. Bo w cuda przestałam wierzyć wieki temu. Oczekuję słów otuchy, że wszystko się ułoży, że damy radę, że to tylko stan przejściowy.
Do cholery bądź przy mnie. Na dobre i złe. Ucałuj moją stęsknioną duszę. Pociesz smutne serce. Popatrz na mnie. Uśmiechnij się. Chcę też się uśmiechnąć.
Od 2 tygodni śpię po 4-5 g. W dzień zmagam się ze zbuntowanym Matim, który na każde NIE rzuca się z krzykiem na podłogę i dostaje jakiejś niepojętnej histerii. Nie wspomnę o Gabi. Ona to dopiero ma humorki. Też doprowadza mnie tym do szału. Zaciskam zęby, liczę do 10 i udaję, że ta metoda działa. Z udawanym spokojem cholernego mnicha tłumaczę po raz kolejny, dlaczego NIE WOLNO. Nie wolno krzyczeć bez powodu. Nie wolno płakać bez powodu. Nie wolno wysypywać psiej karmy na podłogę. Nie wolno rzucać paluszków na dywan i deptać po nich. Nie wolno wyłączać odkurzacza, gdy mama po raz kolejny odkurza rozgniecione paluszki. I zastanawiam się czasem, co wolno naszym dzieciom :) Może stąd ten bunt. Bo kto by się nie buntował słysząc w kółko NIE WOLNO.
No ale jak mam z Tobą o tym rozmawiać. Jak mam się tym dzielić. Warczysz na mnie. Uważasz, że sobie nie radzę. A na moją łzę spływającą po policzku rozłączasz się. Wiem, wiem - rzucasz palenie. Ja rzuciłam święty spokój, relaks choćby kilkuminutowy, rzuciłam sen, prawie rzuciłam jedzenie bo brak mi na to czasu, rzuciłam jakiekolwiek życie towarzyskie. Z dnia na dzień wegetuję czekając na to coś LEPSZE. Ale nie warczę!! Z utęsknieniem przez cały dzień czekam na wieczór, na to aż zadzwonisz na skypie. Mogę cię zobaczyć. Dotknąć przez ekran. Przesłać całusa. Zapomnieć o tym jak ciężki był ten dzień. Cieszyć się tą godzinką z tobą. WIĘC NA LITOŚĆ BOSKĄ NIE WARCZ NA MNIE!!!!
Kocham Cię i tęsknię :*

czwartek, 15 stycznia 2015

No i jakoś leci

Dzień mija nam za dniem. Ale różowo to nie jest. Wręcz szaro, albo nawet sraczkowato jakoś. Czyli do d.... W studni skończyła nam się woda. Więc w XXI wieku żyjemy jak w sredniowieczu. Po wodę jeżdżę do hydrantu. 14 butelek 5litrowych starcza nam na kilka dni. Pranie robię u mamy. Kąpiel również u mamy. Naczynia myję w miskach.
Do tego by mieć wodę brakuje nam około 3500 zł, więc jak dla mnie to co najmniej dużo. Gdybyś tu był Kochanie łatwiej byłoby mi przetrwać te codzienne katastrofy. Pewnie nie wymyśliłbyś tej kasy tutaj, ale byś był. A tak..... Czekam na kasę od Ciebie. I za kilka miesięcy będę się cieszyć śliczną chlorowaną przeźroczystą cieczą, która wypłynie z kranów.
Dziś dzień witka nas pięknym styczniowym słońcem. I jest naprawdę ciepło jak na środek zimy. Ale teraz to ja odliczam czas do 31 marca. Przylecę do Ciebie!!! I nie wyjdę z Twoich ramion przez cały ten pobyt. Choć nie ukrywam, że serce mam rozdarte. Jeszcze nigdy nie rozstałam się z Matim na dłużej niż 2 godziny. Nie wiem czy tęsknota za dzieciakami pozwoli mi się do woli cieszyć Twoją bliskością. Najchętniej zabrałabym całą naszą gromadkę do Ciebie na zawsze. 3 dzieci, 4 koty, pies, a wkrótce też suczka. Mimo, że nasi przyjaciele nie chcą nas puścić to moje miejsce jest tam, gdzie Ty. Jeśli ma to być na obczyźnie to ja się zgadzam.
Tęsknię za Tobą!!!!!!!!!!!!!! Ale o tym to wiesz.

piątek, 9 stycznia 2015

Bezsenność

Hej Skarbie. Dziś Mati strzelił mi pobudkę o 5.15. Wykończy mnie ten maluch. Naprawdę cierpi na bezsenność. A ja z braku snu chodzę poddenerwowana. Warczę na wszystko i wszystkich wkoło. Muszę znaleźć sposób na Młodego i to jego niespanie :) W przeciwnym wypadku jak przylecę do Ciebie będę odsypiać zamiast cieszyć się Tobą.
Wspominałeś, że nie chcesz wracać do Polski tylko ściągnąć nas do siebie. Na stałe. Nie ukrywam, że podoba mi się ten pomysł, jednak mam pewne obawy. Wiesz... są tu ludzie, którzy nie przyjmą tego pomysłu z zachwytem. To ci ludzie, którym na nas tak bardzo zależy. Ania z rodzinką i moja mama. Oni nawet nie chcą słyszeć, że mogłoby się tak stać. Tak troszkę egoistycznie podchodzą do tego pomysłu, bo chcieliby mieć nas przy sobie. Rozumiem ich, ale moje miejsce jest przy Tobie. Jeśli ma być to tam, czy tu to wiesz, że się zgadzam.
Zastanawiam się, co wtedy z naszym zwierzyńcem. Psy to wiem, że można przewozić samolotem, ale koty? Nie mam pojęcia, Poza tym koty, przyzwyczajają się do miejsca i wiem jak im tu dobrze. Nasze najmłodsze znalazły już nawet sobie ulubione miejsce w domu.
Słodkie są nie sądzisz? Chociaż nie do końca słodziaki, bo któryś z nich nasikał do węglarki. Ponieważ nie wiem który, nie mogłam ich ukarać.
Chciałabym napisać coś ciekawego, interesującego, fascynującego, ale teraz nudne jest to nasze życie bez Ciebie. Wstajemy (zbyt wcześnie rano), wegetujemy przez cały dzień po to, by wieczorkiem znów pójść spać. Może gdy za oknem zrobi się cieplej, mniej deszczowo, śniegowo itp. może wtedy będzie ciekawiej. Wyjdę z tymi małymi potworkami na dłużej z domu. Może pojadę do Ani. Teraz każde wyjście z nimi to wyzwanie. Zanim założę im te tony zimowych ciuchów sprawdzają moją cierpliwość. Akcja ubieranie trwa 45 minut. Zanim ich ubiorę sama jestem już spocona i mam ochotę zostać w domu. Podziwiam wszystkich samotnych rodziców, którzy zmagają się w pojedynkę z rodzicielstwem na co dzień. Ja po tygodniu mam dość. Ale kiedy z niemocy zaczynam płakać uświadamiam sobie, że Ty też wcale lekko nie masz. Więc biorę się w garść i idę dalej. To taki mój codzienny survival.
Kocham Cię i tęsknię. Już za 2 miesiące przylecę do Ciebie i przez 2 dni będę Cię miała tylko dla siebie :*

czwartek, 8 stycznia 2015

Kolejny dzień bez Ciebie - co raz lepiej

Wiesz Kochanie co raz łatwiej mi żyć tu bez Ciebie. Tęsknie wciąż tak samo mocno, ale nasze rozmowy telefoniczne sprawiają, że łatwiej mi się zmierzać z tą rozłąką. Wczoraj nic nie pisałam, bo za dużo się działo.
Wreszcie doprowadziłam nasz dom do takiego wyglądu, że nawet gości mogę zapraszać :) Wika wczoraj poszła do szkoły i praktycznie sama zostałam z maluchami. I powiem Ci coś - DAŁAM RADĘ! Dom posprzątany, pranie zrobione, obiad ugotowany. Nawet po zakupy pojechałam. Choć nie obyło się bez drobnych wypadków. Mati uderzył w drzwi i nabił sobie guza wielkości melona. Tzn. tak myślałam w pierwszej chwili, ale gdy opuchlizna zaczęła schodzić nie wyglądało już to tak strasznie.
Dziś już jest nieco spokojniej. I może dlatego trudniej mi troszkę niż wczoraj. I smutniej. I samotniej. Ależ chciałabym się do Ciebie przytulić. I pocałować. I w ogóle :) Ale jest jak jest. Przytulam więc nieustannie nasze dzieciaczki. Mam nadzieję, że przez to nie nabawią się traumy.
Nie martw się więc o mnie i o nas. Jakoś dajemy radę i z niecierpliwością czekamy na Ciebie. Kochamy, tęsknimy, czekamy....

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Trzeci dzień bez Ciebie - ODKRYCIE

Wiesz Kochanie, zawsze myślałam, że lubię podejmować decyzję. Kocham, by moje było na wierzchu. Ale teraz wiem jakie to jest trudne. Przekonuję się na każdym kroku. I teraz wiem, że lubiłam z Tobą dyskutować. Począwszy od wybrania posiłku na obiad, poprzez wybranie koloru ścian, a skończywszy na decyzjach dotyczących wychowywania dzieci. Owszem, nie we wszystkim jesteśmy zgodni. Często wymiana opinii kończyła się sprzeczką, ale brak mi tego. Brakuje mi Twoich opinii. I sprzeczek. O godzenia się :) Cholernie mi Ciebie brakuje!!! 
Kiedy dzwonisz mam wrażenie, że pojechałeś tylko załatwić sprawę i zaraz wrócisz. Zajmiesz się dzieciakami, a ja zrobię obiad. A po rozmowie przychodzi ta refleksja. Siedzę, patrzę gdzieś przed siebie i myślę, I przypominam sobie, że ta chwila bez Ciebie jednak potrwa trochę dłużej. 
A ja tu sobie żyję dalej. A raczej wegetuje. Wierzę, że już za kilka dni zacznę żyć. Przywyknę do obecnej sytuacji. Kawa znów zacznie mi smakować. Dzieci zaczną mnie naprawdę rozśmieszać. Zacznę cieszyć się swoim małymi sukcesami. Będę z siebie dumna, że daję radę. A na razie, czuję się jakby ktoś urwał mi kawałek ręki, kawałek nogi i większą szczęść serca. 
Najtrudniej radzić sobie z tęsknotą przed snem. Gdy nie leżysz obok. I nie przytulasz. A i jeszcze wtedy gdy leci muzyka. Jako żona DJ'a muszę tak mieć. I piosenki, które niosą się po domu od rana do wieczora przypominają mi smutną rzeczywistość bez Ciebie.
Kocham cię i odliczam dni do spotkania :* Ty tam 
Ja niestety tu
TĘSKNIE <3 KOCHAM :*

niedziela, 4 stycznia 2015

5 stycznia 2015 godz. 7 - drugi dzień bez Ciebie

Kotku rybki nakarmione, dzieci tęsknią ale dają radę, gorzej ze mną. Od wczoraj łzy nie przestają lecieć. Chwilowo jestem kompletnie nietowarzyska. Zbywam przyjaciół, którzy swoim towarzystwem chcieliby zastąpić ciebie. Nie chcę tego. Chcę sama się z tym uporać. Wika wciąż mnie przytula. Ale to na nic. Ciężko mi. Tak cholernie mi ciężko. Dziś rano znów wyjęłam 2 kubki by zaparzyć kawy. Po chwili zaczęłam wyć, że kolejny ranek przede mną bez ciebie. Sama muszę naszkicować plany na dziś. A oto ten plan:
1. POSPRZĄTAĆ W DOMU. Od dnia twojego wyjazdu mi się nie udało. Zaczynałam sprzątać, ale wszędzie jest tyle twoich rzeczy. Czy łzy się kiedyś kończą? Czy ja mam oczy w mokrym miejscu?
2. UGOTOWAĆ OBIAD. Wczoraj próbowałam zrobić zupę. Wika ją kończyła, bo ja nie dałam rady. No wiesz - płakałam. Ale dziś planuję zrobić gulasz z kluseczkami i liczę, że mi wyjdzie.
3. WYSTAWIĆ AUKCJE. Kasa by mi się przydała, bo samą miłością nie da się żyć.
4. PODWIEŹĆ DO PRACY DOKUMENTY, ZANIM KSIĘGOWA MNIE ZABIJE. Tylko jak ukryć pod makijażem, napuchnięte od płaczu oczy?
5. PRZESTAĆ PŁAKAĆ.
Kotku jak mam sobie poradzić z tęsknotą? Czy ktoś zna sposób na to? Wczoraj zapakowałam dzieciaki do samochodu i pojechałam do mamy. Myślałam, że mi pomoże. Ona nie umie. Nie umie przytulić dorosłej już córki. Nie umie wesprzeć. Nie umie powiedzieć, nic co postawiłoby mnie na nogi. Wczoraj chciałam zwyczajnie odnaleźć gdzieś siebie. Siebie uśmiechniętą, silną, optymistyczną. Siebie taką, jaka jestem. Siebie taką, jaką kochasz. Na nic moje szukanie. W każdym kącie tego miasta znajdowałam Kami siedzącą w kącie zalaną łzami.
Siedzę sobie wczoraj w kuchni przy stole, przychodzi Gabi i widząc mnie zapłakaną pyta:
- Mamusiu, cemu jesteś smutna?
- Bo tęsknie za tatą. - szczerze odpowiedziałam czterolatce szukając chyba u niej wsparcia.
- Nie maltw się, wsystko będzie dobze. Ja nie tęsknię. A moze i tobie coś psywiezie tatuś, na psyklad jakąś zabawkę dla Mateusa.
Rozbroiła mnie. Totalnie mnie rozbroiła. Wreszcie zaczęłam się uśmiechać. Dzieci mnie nie zawodzą, więc i ja nie mogę ich zawieźć. Muszę być silna.
Kotku kocham Cię i czekam na Ciebie:*
 
Dear Diary Blogger Template