Hej Skarbie. Dziś Mati strzelił mi pobudkę o 5.15. Wykończy mnie ten maluch. Naprawdę cierpi na bezsenność. A ja z braku snu chodzę poddenerwowana. Warczę na wszystko i wszystkich wkoło. Muszę znaleźć sposób na Młodego i to jego niespanie :) W przeciwnym wypadku jak przylecę do Ciebie będę odsypiać zamiast cieszyć się Tobą.
Wspominałeś, że nie chcesz wracać do Polski tylko ściągnąć nas do siebie. Na stałe. Nie ukrywam, że podoba mi się ten pomysł, jednak mam pewne obawy. Wiesz... są tu ludzie, którzy nie przyjmą tego pomysłu z zachwytem. To ci ludzie, którym na nas tak bardzo zależy. Ania z rodzinką i moja mama. Oni nawet nie chcą słyszeć, że mogłoby się tak stać. Tak troszkę egoistycznie podchodzą do tego pomysłu, bo chcieliby mieć nas przy sobie. Rozumiem ich, ale moje miejsce jest przy Tobie. Jeśli ma być to tam, czy tu to wiesz, że się zgadzam.
Zastanawiam się, co wtedy z naszym zwierzyńcem. Psy to wiem, że można przewozić samolotem, ale koty? Nie mam pojęcia, Poza tym koty, przyzwyczajają się do miejsca i wiem jak im tu dobrze. Nasze najmłodsze znalazły już nawet sobie ulubione miejsce w domu.
Słodkie są nie sądzisz? Chociaż nie do końca słodziaki, bo któryś z nich nasikał do węglarki. Ponieważ nie wiem który, nie mogłam ich ukarać.
Chciałabym napisać coś ciekawego, interesującego, fascynującego, ale teraz nudne jest to nasze życie bez Ciebie. Wstajemy (zbyt wcześnie rano), wegetujemy przez cały dzień po to, by wieczorkiem znów pójść spać. Może gdy za oknem zrobi się cieplej, mniej deszczowo, śniegowo itp. może wtedy będzie ciekawiej. Wyjdę z tymi małymi potworkami na dłużej z domu. Może pojadę do Ani. Teraz każde wyjście z nimi to wyzwanie. Zanim założę im te tony zimowych ciuchów sprawdzają moją cierpliwość. Akcja ubieranie trwa 45 minut. Zanim ich ubiorę sama jestem już spocona i mam ochotę zostać w domu. Podziwiam wszystkich samotnych rodziców, którzy zmagają się w pojedynkę z rodzicielstwem na co dzień. Ja po tygodniu mam dość. Ale kiedy z niemocy zaczynam płakać uświadamiam sobie, że Ty też wcale lekko nie masz. Więc biorę się w garść i idę dalej. To taki mój codzienny survival.
Kocham Cię i tęsknię. Już za 2 miesiące przylecę do Ciebie i przez 2 dni będę Cię miała tylko dla siebie :*
piątek, 9 stycznia 2015
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz